Maja Staśko

ZUS Maria, ojciec poleciał!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

Chlebuś – znacie? Lubicie? No jasne. Gdy wpijacie się w niego nożem, czy kreślicie na nim uprzednio znak krzyża? Gdy spadnie kromka na podłogę, czy całujecie ją?

No jasne. Ale nie wszyscy traktują go równie poważnie. Jakiś czas temu „Fakt” donosił, że ZWARIOWALI DO RESZTY! Piekarze bezcześcili chleb i dawał w wypieczony przez Tomasza Nowocińskiego opis:

Wchodzili w brudnych ubraniach do kadzi pełnej ciasta, smarkali w nie i udawali, że sikają do naczynia z zaczynem na chleb. Filmowali swoje wybryki, a potem pokazali je w internecie.
Te ohydne sceny rozgrywały się na nocnej zmianie jednej z piekarni w Elblągu. Jeden z piekarzy o pseudonimie Pudzian wskoczył do kadzi pełnej ciasta i kręcił się w niej w brudnym ubraniu. – Jestem ciasteczkowym potworem – wrzeszczał idiota. Potem smarkał do ciasta i przyklejał sobie je na twarz jak maskę. Ale najgorsze, że na filmie widać, jakby Kamil W. sikał do ciasta. Potem rozbawieni piekarze umieścili film w internecie.
[przerwa na „Schudłam 73 kg w 5 miesięcy” z obrazkiem dużej pani z dużym brzuchem nierobiącej sobie selfie i mniejszej pani z mniejszym brzuchem robiącej sobie selfie]
– Widziałam to, syn mi pokazał, nie było mi do śmiechu, raczej płakać się mi chciało. Jak oni mogli to zrobić z chlebem, to dar Boży – denerwuje się pani Danuta Wosiek ( 52 l.) z Elbląga.
Do filmu dotarła policja, która przeprowadziła w piekarni kontrolę. – Wydawało się, że ci ludzie działają pod wpływem narkotyków i pod tym kontem przeprowadziliśmy kontrolę. Nie znaleźliśmy jednak nic, sprawę przekazaliśmy sanepidowi – mówi Jakub Sawicki, rzecznik elbląskiej policji.
Właścicielowi piekarni jest przykro, bo jego firma cieszyła się w Elblągu zawsze dobra renomą. Natychmiast zwolnił z pracy piekarzy.

Plotki donoszą, że idiota Pudzian to Puldzian, Piotr Płucienniczak, a historia zgotowana przez „Fakt” w 2008 roku to zaczyn Rozdzielczości Chleba. Wówczas bowiem wyszedł drugi manifest poezji cybernetycznej, pod którym nie podpisał się już nikt poza jego twórcą – Romanem Bromboszczem. Rzecz zaskakująca, zwłaszcza po spektakularnym sukcesie pierwszego manifestu poezji cybernetycznej, gdzie i Szczepan Kopyt, i Łukasz Podgórni, i Tomasz Misiak, i wywiady, i sława w historycznoliterackich opracowaniach dla studentów klas średnich i wyższych (zwanych w skrócie ynteligencją bądź wykształciuchami). Pewna epoka się skończyła, czas było otworzyć coś nowego, nowe piwko.

Inna wersja stawia jednak na czasy jakkolwiek wcześniejsze, choć impreza była co najmniej równie gruba co w piekarni (a i skutki podobne [przyczyny też]). Tu o rozgłos zahaczył inny gość, już nie performer Puldzian, już nie filozof Bromboszcz, lecz Chrystus. Jezus Chrystus. Jezus Chrystus zwołał kumpli na party, oznaczył wydarzenie w Kanie Galilejskiej, ale nie przewidział, że kumple przyprowadzą kumpli, kumple kumpli przyprowadzą kumpli, kumple kumpli kumpli przyprowadzą kumpli, kumple kumpli kumpli kumpli przyprowadzą kumpli, kumple kumpli kumpli kumpli kumpli przyprowadzą kumpli, a kumple kumpli kumpli kumpli kumpli kumpli przyprowadzą kumpli, więc na bibę zejdą się wszystkie okoliczne miasta. Przyprowadzili, zeszły się; i to pierwsza rzecz, co do której możemy pomyśleć „know that, been there”, zwłaszcza gdy na fejsa wjeżdża nam krokodyli oddech, którego skomentował kumpel kumpla kumpla kumpla, komentarz polubił kumpel kumpla kumpla, polubienie komentarza polubił kumpel kumpla, a polubienie polubienia komentarza polubił kumpel. Jezus ogólnie lubił kumpli i kumpli kumpli kumpli kumpli, ale na melanż zabrał tylko pięć chlebów i dwie ryby, myśląc, że jeszcze zostanie mu na kacowe śniadanie po imprezie. Gdy zobaczył baunsujące tłumy i swój skromny prowiant, przeląkł się.

Co zrobił Jezus w tej sytuacji? Jezus w tej sytuacji nie wyprosił wszystkich, których nie znał. Jezus w tej sytuacji nie schował swojej aprowizacji i nie skazał gości na imprezowanie o suchym pysku. Nie, Jezus rozmnożył pięć chlebów i dwie ryby tak, że spokojnie najadło się 5000 głodnych mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci (nigdy się nie liczy), i jeszcze zostało mu na kacowe śniadanie. Bądź jak Jezus, rozmnażaj.

To wcale nie takie trudne: wystarczy zaznaczyć element, wcisnąć „Ctrl+C”, wejść w miejsce docelowe i wcisnąć „Ctrl+V”. „Ctrl+V” można docisnąć tak długo, póki elementów będzie tyle, na ile tylko mamy ochotę. Korzystać mogą wszyscy i do woli, gdy imprezka dzieje się na torrentach lub chomikach.

Jezus jako pierwszy pirat, który kopiował żywność ponad jej głównym obiegiem?

Jezus jako pierwszy pirat, który kopiował żywność ponad jej głównym obiegiem.

Cud pięciu chlebów i dwóch ryb nazwano „cudem pięciu chlebów i dwóch ryb”. Jakiś czas później Jezus powtórzył cud, tyle że na siedmiu chlebach i rybach, więc nazwano go „cudem siedmiu chlebów i ryb”.

A teraz przebiegamy truchtem jakieś 980 lat i docieramy do 2011 roku, gdy chłopaki, nie licząc kobiet i dzieci (nigdy się nie liczy), zakładają Rozdzielczość Chleba. Chłopaki to Leszek Onak, Łukasz Podgórni i Puldzian, a robią to tak:

Nazwa uruchomionego w grudniu 2011 r. wydawnictwa Rozdzielczość Chleba nawiązuje do pierwszego – opisanego już na kartach Nowego Testamentu – aktu piractwa, którego dopuścił się sam Jezus Chrystus, pomnażając chleb na potrzeby zgromadzonej wokół siebie ludności. Bluźniercza interpretacja wydarzeń znad Jeziora Galilejskiego – kreśląca analogię między wyczynem Syna Bożego a działalnością anonimowego torrenciarza – zwłaszcza w ostatnim czasie przemawia do Internautów, którzy rozpowszechniają ją za pomocą tworzonych anonimowo memów i grafik.

Ulegając sile wschodzącej herezji, zapragnęliśmy naśladować Jezusa Chrystusa – pierwszego pirata, który kopiował żywność ponad jej głównym obiegiem. Ślubujemy niniejszym regularnie częstować Was świeżym chlebem literatury, wypiekanym w możliwie największej rozdzielczości.

W kontekście ekscesów Puldziana w piekarni świeży chleb literatury pewnie smakuje niecodziennie, ale może właściwie to najcodzienniejsze na świecie.

W tym czasie w Poznaniu, kolebce poezji cybernetycznej z Romanem Bromboszczem wciąż w sidłach, na Święcie Chleba piekarze robią rzeźby z pieczywa. Największą popularnością cieszą się rzeźby Jezusa i Matki Boskiej, wszak Jezus rozmnażał chleb, a Matka Boska rozmnożyła Jezusa, więc wszystko się zgadza.

Jak to w Poznaniu.

Podobnie z zapalonymi poetami z krakowskiej Rozdzielczości Chleba: początkowo wypiekanie literatury szło i szło miło, ale chłopaki lekko przeceniły wartość dobrego, darmowego towaru bez publicznego dofinansowania czy hajsu na reklamę. Tym sposobem dość szybko zaczęło im brakować popularności, więc i kasy, a z braku kasy przychodzi obecność pracy. Praca była tymczasowa i na zlecenie bądź o dzieło, nie mieli gdzie się zaczepić, brali wszystko, jak leci, czasem zbierali też internetowy złom i zanosili na skup, więc pieniążki na piwko czy zioło zawsze były (i zawsze za mało). Do emerytury się nie liczyło, ubezpieczenia też ani ani, a z superelastycznego trybu pracy jedynie jakieś marnawe byle groszaki. Poczuli się wychujani. Puldzian obronił doktorat i sprzedał swój dyplom na Allegro, za co otrzymał ze stówę, a to i tak więcej niż większość doktorów z tytułem doktora. Narkotyki – mimo iż w piekarni policja niczego nie znalazła – także wchodziły w grę, a wyraz zaangażowaniu w sprawę dali poeci w numerze czasopisma Rozdzielczości („Nośnik”) poświęconym narkokulturze. Ogólnie rzecz biorąc – chłopaki się stoczyły, a po kilku pierwszych dorodnych latach tomy po prostu przestały się wydawać. Nadeszły czasy cyberżulerstwa: chwalebne rozmnożenie Jezusa ustąpiło przed brakiem chwalebnego rozmnożenia ZUS-u. Jezus stanął u podnóży Golgoty z krzyżem i bez żadnego społecznego wsparcia (wypuść Barabasza).

 

 

 

Niech będzie pochwalony ZUS

Śmieciówka to taki tryb zatrudnienia, że zbierasz śmieci i dajesz na skup. Nie masz pewności, czy kolejnego dnia znowu znajdziesz złom i ile, nie wiesz, czy ci z punktu skupu cię nie wyśmieją, nie wiesz, czy za chwilę będziesz miał na mieszkanie i aprowizację; gdy wpierdolą ci kibole, nie możesz skorzystać z usług lekarza, gdy się zestarzejesz – jeśli się zestarzejesz – nie będziesz miał ani grosza z emerytury. Jesteś żulem, czujesz to? Cyberżulerstwo to taki pobyt na śmieciówce: nie śmierdzimy groszem.

Państwo nas żuli, ZUS to nasz krzyż.

ZUS to nie przekleństwo, wbrew pozorom. Przekleństwo to kurwa, kurwa to kobieta. Kurwa mać to kobieta matka (o tym zaraz). A ZUS to skrótowiec. Skrótowiec to słowo składające się z pierwszych liter skracanego wyrażenia; po rozwinięciu ZUS-u wychodzi nam Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Powstał w 1934 roku, po zreformowaniu systemu społecznych ubezpieczeń, z połączenia pięciu izb: Izby Ubezpieczeń Społecznych, Zakładu Ubezpieczenia na Wypadek Choroby, Zakładu Ubezpieczenia od Wypadków, Zakładu Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych, Zakładu Ubezpieczenia Emerytalnego Robotników. Służy temu, by zapewniać pracownikom bezpieczną przyszłość, niezależnie od sytuacji, w której się znaleźli – w razie wypadku, choroby, kataklizmu, a także na starość ZUS wypłaca należną sumę pieniędzy. Pieniądze są publiczne i ze składek, a kapitał ZUS-u to potencjalny kapitał wszystkich pracujących obywateli. Problem pojawia się w momencie, gdy praca nie uwzględnia etatu – więc i pewności zatrudnienia, minimalnego wynagrodzenia, a także składek na ZUS (pracodawca nie płaci, jemu to się opłaca) – i tym samym pracownik nie podlega ubezpieczeniu. Jego sytuacja staje się cokolwiek niestabilna. Guy Standing dla tak niesprecyzowanej grupy pracowników uknuł nazwę „prekariat”, od ang. precatious (‘niepewny’) i marksowskiego proletariatu. Chodzą słuchy, że może mieć to też coś wspólnego z prokariotami, mikroorganizmami pozbawionymi jądra komórkowego. Rozmnażają się bezpłciowo (kopiuj-wklej), występują wszędzie (fejs).

Występują wszędzie:

We wszystkich zawodach – od budowlańców po inżynierów, od pielęgniarek po medyków, od nauczycieli po naukowców, od ludzi kultury po emigrantki z Ukrainy, od ochroniarzy po personel sprzątający, od opiekunek do dzieci po wolontariuszy hospicjów, od kelnerów w restauracjach po kasjerki w centrach handlowych, od pracowników specjalnych stref ekonomicznych, po tych zatrudnianych przez agencje pracy tymczasowej, od sektora organizacji pozarządowych po międzynarodowe korporacje – dominuje niepewność jutra, niestabilność zatrudnienia, nieprzewidywalność czasu pracy. To właśnie znaczy KONDYCJA PREKARNA.

Instytucja z założenia zapewniająca bezpieczeństwo wszystkim pracownikom, w wyniku zderegulowania mechanizmów pracy ku założeniom neoliberalnym (elastyczność, samodzielność i samowystarczalność), stała się anachronicznym systemem zżerającym publiczne pieniądze na niewydolne urzędy i niewydolny układ wyłącznie dla uprzywilejowanych. Stała praca – z ubezpieczeniem zdrowotnym, osłonami socjalnymi i pewnością emerytury – stała się przywilejem. Państwo, wbrew konstytucji, nie zapewnia już każdemu dostępu do służby zdrowia, bo ZUS się przeterminował. Potrzeba nowego ZUS-u, byśmy go kochali, w tej chwili ZUS kocha tylko wybranych, a że jest największym e-urzędem w Polsce, to kocha bardzo bardzo mocno.

ZUS zaczął działać jako instytucja publiczna na rzecz tych, którzy czerpią prywatne korzyści: głównie pracodawców i zatrudnionych na wysokich stanowiskach. Dla innych jest bądź finansowym obciążeniem, bądź niedostępny. Kapitalizm wchłonął resztkę socjalistycznej osłony: bogaci dostali jeszcze więcej, biedni stracili jeszcze więcej.

I tak prekariusz, podobnie jak wcześniej proletariusz, stał się krzyżowanym Chrystusem, a jego patronat objął San Precario, transgenderowy skurczybyk. Dzień Świętego Prekaria przypada w niedzielę, która nie jest już dniem wolnym od pracy, a jest dniem zajętym pracą – i to nisko płatną i niepewną pracą. Jak każdy inny dzień.

Dotknięci prekaryjnym piętnem, kumple z Rozdzielczości Chleba stracili se nadzieję. A że i tak siedzieli ciągle na fejsie, bo nie mieli kasy na wyjście z wynajmowanego pokoju, to postanowili swoją beznadziejność ogłosić właśnie tu. 2 stycznia 2015 roku założyli fanpage टट्टी Z U S w a v e. Fanpage powstał bezpośrednio pod wezwaniem informatyzacji ZUS-u, która pochłonęła 3 mld złotych, a zatem więcej niż wysłanie sondy na Pluton, w dodatku rokrocznie pochłania kolejne 800 mln złotych, by utrzymać system informatyczny (gorzej z utrzymaniem podlegających i niepodlegających mu ludzi). Profil graficznie nawiązywał do prowadzonego od lat przez cyberpoetów cichego nabiau’u, dodatkowo wzbogacony został właściwościami vaporwave’u, który dotychczas w Polsce stanowił małomyślną kopiuj-wklejkę bez osadzenia w naszym – polskim! narodowym! katolickim! – kontekście. Który zmienia wszystko, albowiem bowiem:

Ubezpieczenia społeczne są centralnymi instytucjami nowoczesnych społeczeństw: formalizacją współzależności i współodpowiedzialności za całość. Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest centralną instytucją Polski: jest lżony, poniżany, atakowany za chciwość i zakusy na majątek narodowy. Więzi społeczne zostają wyprowadzone na zewnątrz lokalu i pociągnięte z buta.

A Rozdzielczość Chleba nasz – polski! narodowy! katolicki! – kontekst zna na przestrzał, wszak ma za patrona Jezusa Chrystusa, a Jezus Chrystus królem Polski już zaraz, czekamy tylko na intronizację. To, że nie Grzegorz Braun, a Andrzej Duda trochę to wydłużył, ale wiemy przecież, że obecna władza się nie patyczkuje, a Polska Chrystusem narodów! Polska Chrystusem narodów! Polska Chrystusem narodów! Wiemy i czujemy, peace.

Na warsztacie chłopaków pojawiło się zatem to, co najpolsze z polskich: Adam Mickiewicz lejący strumienie łez, spoglądając na ZUS; Magda Gessler owinięta w romantyczne paróweczki; JPII z naszyjnikiem z ZUS-u; Disco Polo w Paincie; dłoń podniesiona nad Polską; sen na twardo, podatki na miękko; dylematy dużej Ani z Warsaw Shore, czyli „męża szukam, miłości szukam”; urlop na zawalonej turystami plaży; aresztowanie antycznej rzeźby przez ochroniarzy; Maryla Rodowicz na wybiegu Victoria’s Secret; zegarek w prezencie na Pierwszą Komunię; kolejka do kurczaka z rożna; tony białych skarpetek do sandałów, hektolitry piwka i znacznie, znacznie więcej.

टट्टी Z U S w a v e w świadomości użytkowników zaistniał dość szybko. Raz, że ZUS i OFE, informatyzacja, przekręty z publicznych pieniędzy, podwyższenie i wyrównanie wieku emerytalnego; dwa, że wreszcie polski vaporwave, z polskimi problemami i polskimi schizami. Czas i formuła były w dziesiątkę, ani powstały wcześniej fanpage NA ZUS, ani inne polskie próby vaporwave’owe nie przyjęły się tak szybko i tak dobrze. Początkowo publika była raczej wysmakowana i wysokoartystyczna, kręciła ją niszowość, antysystemowość oraz specyficznie zdystansowane (brakironiczne) zaangażowanie grafik chłopaków z Rozdzielczości Chleba. Zaczęły się pierwsze zlecenia na plakaty na krakowskie brutaże i inne tego typu eventy. Po chwili strona wyszła z magicznego tysiąca lajków i mknęła jak mgławica gwiezdna, siuuup (tak mknęła, jak mgławica gwiezdna), aż do obecnego stanu 11 729 fanów (o, już 11 740). Po drodze odbyła się ZUSTAWA, wystawa postemerytalna, w „Notesie.Na.6.Tygodni” ukazał się tekst Puldziana (tak, TEGO Puldziana) o postinternetach z przedrukowanymi grafikami, wreszcie miesiąc temu wyszedł wywiad dla F5 o cenzopapizmie (papacore). Zleceń było coraz więcej, a oprawa graficzna krakowskich eventów zaczęła różnić się tylko troszkę. Do chłopaków dołączyli Bartek Jurek, Katarzyna Muskaryna i Zofia Dal Canton, a męskie problemy z pracą, piwkiem i netherą wyszły w nie-tylko-męskie problemy z pracą, piwkiem i netherą.

Ale mimo obecnych wreszcie zleceń i kasy ze zleceń – ubezpieczenia jak nie było, tak nie ma.

ZUS cię dyma, więc jesteś laską.

 

 

 

Niech będzie pochwa

Mieliśmy już Jezusa? Mieliśmy. A skąd się wziął Jezus? Od Boga, wiadomo. A jak się znalazł na świecie? Od kobiety, wiadomo.

Uwaga, będzie mocno: Jezus Chrystus wyszedł z macicy Matki Boskiej. Matka Boska to matka Jezusa Chrystusa, ale ma też imię: Maria. Często się o tym zapomina, bo w końcu to matka Boga. Matka Boska. Ziemskie imię to przy tym nic.

To było tak: przyszedł anioł do Marii i przekazał, że Bóg zrobi jej brzuszek. Bóg sam się nie pofatygował, za wysokie progi, bez przesady. Maria pozostała dziewicą, a dziecko w jej brzuchu znalazło się tam inną drogą niż płciowa. Rzecz jest najprostsza na świecie: Bóg dokonał na Marii kopiuj-wkleja, Bóg zapłodnił Marię cyfrowo. Nagle rozmnażane Jezusem chleby i ryby stają się całkiem na porządku dziennym: Jezus odziedziczył je po tatku, a prawie dwa tysiące lat później odkryjemy, że i my tak umiemy (choć panowie lepiej).

Rozdzielczość Chleba powstała z Rozdzielczości Dziecka, warto o tym pamiętać.

Ale to nie wszystko – lecimy dalej. Czy Bóg (przez pośrednictwo anioła) zapytał Marię, czy ta ma ochotę na dziecko? Nie, Bóg (przez pośrednictwo anioła) nie zapytał Marii, czy ta ma ochotę na dziecko. Czy Maria się ucieszyła? Tak, Maria się ucieszyła. Czy Maria mogła się nie ucieszyć? Tak, Maria mogła się nie ucieszyć. Może to trudne do wyobrażenia, ale są kobiety, które jako dziewice, bez wsparcia ze strony rodziny i bez partnera, nie mają ochoty na płód w brzuchu. Dziwne, ale tak bywa.

Bóg dokonał na Marii gwałtu, za przeproszeniem. Bóg dokonał na Marii gwałtu, nie ma za co przepraszać. Bóg dokonał na Marii gwałtu.

Ale bo też każda dziewczyna lubi być trochę zgwałcona, więc radość Marii jest w pełni zrozumiała, a Korwin-Mikke i Kukiz siadają w pierwszych rzędach na mszy w kościele.

Pamiętamy Dziecko Rosemary? Tu rzecz jest podobna, tylko Rosemary chciała dziecka, a Maria wcale się o nie nie starała. Wmuszono jej je do brzucha i poinformowano po fakcie, a wcześniejsze poinformowanie nie zakładało w ogóle innej opcji (Bóg zna wszystkie reakcje wcześniej, wszak to jego świat i jego ludzie, a zwłaszcza kobiety i ich brzuchy, bo też panom zdarzało się sprzeciwiać, mężni mężczyźni, brawo). Żadna zgoda, żadne „tak”, nic takiego nie nastąpiło; uległość jeno, kobieta. Bóg sobie stwierdził, że jest tak wielki, że kto by nie chciał mieć w brzuchu jego płodziaka. No przecież każda, ej.

I to jest zwyczajnie chamstwo. Co więcej, przestępstwo. Przestępstwo należy ukarać, żeby żaden facet nie pomyślał, że tak można, że to fajne jest. Jak ukarać Boga za gwałt? Można go usunąć.

Gdyby Maria dokonała aborcji, żylibyśmy w innym świecie. I byłoby nam lepiej, bo po gwałcie aborcja to zwyczajnie prawo kobiety. Nawet jeśli gwałcił król lub bóg, książę lub żebrak – nie ma znaczenia, ma się prawo usunięcia.

Tylko że bez pieniędzy i bez obywatelstwa aborcja dla Marii i tak byłaby niedostępna.

A, miast niepokalanego poczęcia, lepiej edukować w kwestii pokalanego niepoczęcia.

Jezus Maria, ojciec poleciał! (nie tego, wypuść Barabasza, a tego usuń)

[delete]

Ale to nie koniec. Po cyfrowym zapłodnieniu Bóg zapewnił kobiecie mężczyznę, żeby jej zarabiał. Sam się nie pofatygował, za wysokie progi, bez przesady – nie od tego jest Bogiem, żeby harować w robocie, zmieniać dziecku pieluszki czy zamiatać izbę. Dlatego po cyfrowym zapłodnieniu Bóg zapewnił kobiecie mężczyznę, żeby jej zarabiał. Nie znała mężczyzny, ale pojawił się mężczyzna, kobieta w ciąży musi mieć bowiem mężczyznę, inaczej kaplica i zniesławienie, więc łaskawie jej go Bóg doręczył, dalej ślub. Zgoda, konsensualność? Co za bzdury. Józef był cieślą, pracował w stolarni, miał miejsce do życia, ale z powodu politycznych zawirowań musiał uciekać z rodziną z miasta. My takich przyjmujemy siedem tysięcy, są ich miliony. Pukali do drzwi domów, nikt ich nie przyjął. Czasem umierają, ci akurat w końcu znaleźli schronienie w stajni, gdzieś obok zwierząt hodowlanych, co potem trafiają na talerz lub zapładniane są niepokalanym poczęciem, by na talerz trafiła owsianka z mleczkiem lub jajeczko. W stajni Maria powiła syna, bez profesjonalnej opieki zdrowotnej, bo nie miała praw do lekarza. Miała za to dużo szczęścia, że przeżyła.

Odwiedziło ją kilku ważnych (Kacper, Melchior i Baltazar) i nieważnych (pastuszkowie) mężczyzn, żeby doświadczyć cudu, jaki tu się właśnie dokonał z użyciem ludzkiego opakowania na dziecko, czyli matczynej macicy. Obejrzeli, pokłonili się (w końcu Bóg!), wręczyli bogate i niebogate prezenty, i sobie poszli. Matka została z dzieckiem sama, ojciec ruszył zarabiać. Nikt jej nie pomagał, nie miała szansy na zatrudnienie, bo dziecko; nie miała żłobka ani przedszkola, ani innej pomocy socjalnej, bo uchodźczyni; nie stać jej było na opiekunkę, bo bieda; 500 zł nie wchodziło w grę, bo uchodźczyni, więc ogólnie Bóg zapewnił jej łaskawie macierzyńskie dożywocie. Nikt jej nie pytał, czy ma ochotę przez kolejne 33 lata być matką, a w historii zapisać się właśnie jako Matka Boska. Mogła nie mieć na to ochoty, mogła też mieć, Bóg nie zniżyłby się jednak do zapytania jej o zdanie, bo to jego człowieczka i jego jej ciało. I jeszcze ma być wdzięczna, że to właśnie ją skazał na wieczne matkowanie, łaskawiec. A że miała być wdzięczna, to była wdzięczna: nie posiadała żadnej wiedzy-władzy w obliczu Pana, żeby się przeciwstawić.

W symulacji ZUS-u, która oblicza wysokość emerytury, Maria otrzymałaby dokładnie zero. Zero złotych. Ani dnia nie pracowała, choć ciągle była zajęta opieką nad synem i prowadzeniem domu. Znamy to dobrze, praca opiekuńcza, czyli nasza, kobieca, praca. Ale nie tylko to:

Po pierwsze, kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, bo np. pracują na mniej prestiżowych stanowiskach i mają mniejsze możliwości awansu. „Choć w roku 2011 w administracji rządowej więcej było kobiet (62%), to stanowiły one tylko 20% spośród wszystkich osób zatrudnionych w tym sektorze na najwyższych stanowiskach”, podają autorki raportu. Po drugie, kobiety dominują też w całych sektorach, w których się relatywnie słabiej zarabia, np. w sektorze ochrony zdrowia, a zwłaszcza w opiece społecznej i edukacji, gdzie stanowią do 80% wszystkich zatrudnionych. „Żyjemy w społeczeństwie, w którym nie ceni się opieki, nie tylko nad dzieckiem, ale drugim człowiekiem w ogóle”, mówiła niedawno w wywiadzie dla Krytyki Politycznej Elżbieta Korolczuk – i trudno o lepszy dowód tej tezy.
Po drugie, kobiety częściej niż mężczyźni pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy. Wynika to z łączenia pracy płatnej z bezpłatną, tzn. domową. W roku 2014 wśród zatrudnionych w wieku od 15 do 64 lat na część etatu pracowało aż 32,2% kobiet i tylko 8,8% mężczyzn.

Ogólnie rzecz biorąc – dzięki ci, Boże:

Moja robocza hipoteza dotycząca zwłaszcza tej drugiej kwestii, tj. kosztów społecznych prekaryzacji, jest feministyczna i brzmi następująco: w wyniku wielowiekowego wpisywania kobiet w role opiekunek, wychowawczyń, terapeutek itd. to one będą w przeważającej mierze obciążane społecznymi kosztami prekaryzacji, to na ich barki przeniesione zostaną działania realizowane w znacznej mierze przez pracodawców w powojennych społeczeństwach, przede wszystkim opieka, troska i wsparcie. Ważnym elementem tej hipotezy jest założenie, że procesy zmiany wzorców płci, rozbijania binarnej opozycji kobiecości i męskości, prawne zrównanie kobiet i mężczyzn w krajach zachodnich oraz systemowe narzędzia wspierania kobiet w ich funkcjach rodzicielskich, takie jak np. płatne urlopy dla ojców, nie wyparły z kultury tradycyjnych oczekiwań wobec kobiet i co za tym idzie, nie mogą być traktowane jako argument umożliwiający zanegowanie sformułowanej tu hipotezy.

Okazuje się zatem, że najczęściej modlącymi się do Świętego Prekaria są kobiety, a ruchy jak Precarias a la deriva walczą o zupełne fundamenty. Nasze rozmnażanie w porównaniu z męskim rozmnażaniem chleba, ryb i nieskończonym rozmnażaniem płciowym (wystarczy mieć nieskończoną liczbę partnerek, by zrobić nieskończoną liczbę dzieci, wszystko trwa niedługo, a czasem kilka sekund – jak nie wyjdzie w tej, to wyjdzie z następnej, kapitalizm hip hip hura), to jakieś żarty. Nie dość, że trwa w cholerę, boli, to konsekwencje bodą przez całe życie. Tymczasem rozmnażanie chleba poszło szybko i z płatka, efekt natychmiastowy, od razu można podliczyć zyski, czyli liczbę nakarmionych mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci (nigdy się nie liczy), i zamknąć sprawę, i lecieć za następną. Kobieta i dziecko to Maria i Jezus, ale z Jezusa wyjdzie mężczyzna (bo wyszedł z Marii), a kobieta to kobieta, przypadek beznadziejny.

A gdy przełożyć macierzyństwo i pracę domową, gdzie efekty są nienatychmiastowe i nieprzeliczalne bezpośrednio na zyski, na rynek pracy, to wyjdzie nam humanistyka. Albo poezja. Albo sprzątanie na uniwersytecie, gdy uczelnia nie wypłaca, a chodzi znów o Poznań.

I właściwie to nic dziwnego, że kurwa to najczęstsze przekleństwo, a kurwa mać to jego ładne rozszerzenie. Bycie kobietą, bycie matką, to jakieś przekleństwo, zwłaszcza w naszym – polskim! narodowym! katolickim! – świecie. Idziecie sobie z laptopem po walizki i wszystko pięknie, i nawet nie pomyślelibyście, że może nie być pięknie, a tu na fejsie koleżanka poetka marudzi:

Na lotnisku oczywiście bagaże z mojego samolotu do odbioru przy ostatnim stanowisku. Oczywiście. Idę więc dobre pięć minut, gdzieś w połowie zdobywam wózeczek, żeby stargać walizy, i idę jak ofiara losu. Docieram na miejsce i nawet widzę już swoje fanty. Pani w kapeluszu oferuje mi pomoc, a następnie ucieka z wózeczkiem, i tyle ją widziałam. Oczywiście musiałam wracać do samego początku po nowy, bo wszystkie inne zajęte. Oczywiście. I oczywiście żadnego miejsca, gdzie można odłożyć dziecko na sekundę, żeby zawiązać chustę, więc w tę i nazad z dwoma torbami i dzieckiem na rękach. Oczywiście.

I to wcale nie jest marudzenie.

Gdy zatem autorka Czystej pipy, ADU, nawołuje: Jaraj się Marią, może to dziwić. Zdziwiło między innymi Tedego, który postanowił odpowiedzieć piosenką Najaraj się Marią. Niezrozumienie nie uległo zniesieniu – ADU odpowiedziała mu Co ty wiesz o Marii (kiss-diss na Tede) i każde zostało przy swoim: ADU przy Matce Boskiej, Tede przy konopiach. ADU argumentuje, że: „Jaraj się Marią / Za darmo”, więc na prekaryjny tryb życia właściwie jak ulał, bo kasa, klasa, pieniądze.

Co w tym kontekście zdaje się jednak ważne, ADU w teledysku do kiss-dissu robi takie coś: zawiesza na ścianie twarz Marii Częstochowskiej, a na krwawe ślady zadane szablą przykleja dziewczęce plastry z serii Hello Kitty. Na końcu teledysku plastry znikają, a twarz znów jest gładka. Cierpienie przestaje stygmatyzować Matkę Boską – rany znikają, Maria spokojnie siedzi ze swoim synem na kolanach. Opiekuńcze działanie – opatrywanie ran – otwiera na nowe rozumienie pracy opiekuńczej. Opiekuńcze działanie systemowo musi działać z państwa, inaczej nic się nie zmieni, a wszelkie akcje charytatywne tylko wspomagać będą dalej istniejące status quo. Plastry powinien naklejać ZUS, a najlepiej ZUSA, ona.

 

 

Niech będzie po

 

Do tego samego obrazu odnosi się grafika ZUSwave’u z 27 stycznia. Matka Boska Częstochowska z zadaną raną pojawia się w okienku do zmiany ikony i płacze nie łzami, lecz ikonkami programów, obiektów i funkcji. Pod grafiką znajduje się 8 komentarzy: dwa to odwołania do innych osób, którym zapewne grafika może się spodobać, jeden to link do teledysku Justina Timberlake’a Cry me a river, reszta to krótkie opinie: „Jakie to dobre”, „santa maria lacrimosa.exec.com”, „jakie to piękne”, „Cud”. Najwięcej, bo 15 lajków, otrzymał pierwszy wpis, wrzucony 15 minut po opublikowaniu postu: „Jakie to dobre”.

No dobrze, tylko dlaczego to jest takie dobre? (Bo jest dobre, czujemy to dobrze.)

 

 

Odpowiedź z komentarzy wynikałaby jasno: to jest dobre, bo jest piękne. Chodzi zatem o estetykę. Gdy jakiś sinobrody pod grafiką poprzedzającą Matkę Boską udostępnioną z vaporwave’owego fanpage’a † Polska 3d † pyta, „o co cho” tymi słowy: „Czy może mnie ktoś oswiecić i opowiedzieć o przesłaniu tej formy sztuki na przykładzie tego konkretnego dzieła?”, otrzymuje odpowiedź od kolektywu: „zagryź kiełbase i pomyśl a na pewno zrozumiesz”. Widocznie rada się nie sprawdziła, bo sinobrody dopytuje dalej: „Pomyślałem i nie jestem pewien, dlatego pytam ale odpowiedź widzę tresciwa i na poziomie jak powyższy obrazek. Trudno, o swojej sztuce mi nie opowiedzieliście ale dowiedziałem się za czegoś o Was, pozdraeiam:) całkiem fajne macie te obrazki”. Inny użytkownik zatem mu odpowiada: „chodzi o e s t e t y k ę” (5 lajków). Sinobrody nie ustaje: „Aaaa estetyka, no tak, nie wiedziałem, że o to może chodzić….”. Inny użytkownik tłumaczy:

„1. Żart przestaje być żartem, jeśli trzeba go tłumaczyć. Tak samo jest ze sztuką.

2. To nawet nie ich obrazek tylko udostępniony.

3. Po co ja to piszę?” (4 lajki). Sinobrody dalej: „Idąc Twoim tokiem myślenia wszelkie rozmowy o sztuce nie powinny mieć miejsca”. Fanpage キス b e s o s w a v e poprawia użytkownika, który dostał 5 lajków: „o jedną spację za mało” (1 lajk). Użytkownik poprawia się: „przepraszam 申し訳ありません” (1 lajk).

Tak spędzamy czas, kochani.

W opisie jednej z udostępnionych grafik (ZUS gonna ZUS) kolektyw pisze: „czy estetyka jest uleczalna?”.

Chodzi zatem o estetykę – bardzo konkretną i bardzo tak tak. Użytkownicy nie piszą „To znaczy, że paprotka jest wegańska, a kiełbasa nie, więc to rzecz o jedzeniu mięsa” bądź „Matka Boska płacze ikonkami, bo ikonki komputerowe zastąpiły ikony religijne”, jak działoby się to w latach 60., a na uniwersytetach i w szkołach nadal soczyście pokutuje. Nie, użytkownicy czują, że to dobre, bo to piękne (i na odwrót), a Matka Boska nie płacze z żadnego powodu, bo jest obrazem, a paprotka nie jest wegańska, bo jest obrazem, a kiełbasa nie jest niewegańska, bo jest obrazem. Właściwie można by to zinterpretować jako postmodernizm, jak Mariusz Pisarski przy pisaniu o cyberżulerstwie. Na podobny trop mogłoby nas naprowadzić zdanie z polemicznego tekstu Leszka Onaka: Nie ma żadnych świętych plików.

Że to zabawa, gra taka, że bawimy się i gramy, i nic z tego – poza rozrywką – nie mamy. Że to nic nie znaczy, obraz tylko, estetyka styka, styka estetyka, i tak.

Praktyka cyberpoetów pokazuje jednak coś zgoła innego – skoro nie ma żadnych świętych plików, to Jezus Chrystus był pierwszym piratem, a Maria została zgwałcona przez Boga i miała prawo go usunąć. Skoro nie ma żadnych świętych plików, to pracodawca nie może mieć dostępu do służby zdrowia i emerytury, podczas gdy zatrudniany na umowę o dzieło pracownik ich nie ma. Skoro nie ma żadnych świętych plików, to urlop macierzyński to zupełna podstawa, podobnie jak świadczenia socjalne, bo z jakiego powodu jedni mają być święci tylko dlatego, że mają kutasa albo/i urodzili się w kasiastej rodzinie.

Na czym polega zatem estetyka ZUSwave’u? Co najmniej dwie cechy dają nam tutaj afektywne poczucie jakości i piękna tych grafik: 1) porozumienie, 2) relacyjność. Punkt pierwszy to odnoszenie się do kodów i obiektów, które znamy: gdy besoswave poprawił użytkownika, że oto jeszcze jedna spacja (przed słowem „estetyka”), a użytkownik spacjowanym ciągiem przeprosił, to odnieśli się do wypracowanego w kręgach vaporwave’owych języka: rozumieli, o co chodzi, bo wchodzili na podobne strony – tak wyklarowało się ich poczucie smaku. Podobnie odniesienia do początków internetu działają na internetową wspólnotę jak wspomnienia PRL-u dla pokolenia wcześniejszego: stanowią rodzaj doświadczenia pokoleniowego, budują ich kolektywną historię. Wreszcie, odwołania do historii Polski, polskich polityków i celebrytów czy polskich – a zatem i antycznych, amerykańskich, zachodnich, wschodnich – rekwizytów (paprotki w urzędach, kiełbasy, ikony i ikonki…), sytuuje nas na bardzo konkretnym gruncie i ujawnia podstawy – lekturowe, maturalne, medialne – które nas kształtują. Zeświecczanie ich („nie ma żadnych świętych plików”) demitologizuje pewne odruchy i przyzwyczajenia, które wydają nam się oczywiste, i każe je podać w wątpliwość jako narośl złego (wspartego na ZUS-ie dla uprzywilejowanych) systemu: dlaczego paprotka w urzędach? dlaczego kiełbasa wyborcza? dlaczego Matka Boska pocięta szablą? Pierwszy argument włącza nas zatem ku kolektywowi i oddala od postmodernistycznej prywatności: daje podstawy krytycznej wspólnoty, RAZEM, My, prekariat.

Punkt drugi, relacyjność, ustawia estetykę grafik w wymierzonych układach: zderzanie elementów najpolszych z polskich, antycznych, amerykańskich, zachodnich, wschodnich w przypadkowych kombinacjach, często ułożonych pod symetryczny bądź kołowy wzór, daje bardzo konkretne konsekwencje. Podstawmy pod paprotki, fiaty 125p, Dudy, malowidła renesansowe, berety, komputery, kolumny – ludzi. Co wyjdzie? Nad mężczyzną będzie wisiała kobieta, a z drugiej strony na odwrót, bo kompozycja lustrzana. Nad białym mężczyzną będzie wisiała ciemna kobieta, na przykład Czarna Madonna Częstochowska, a z drugiej strony tak samo, bo kompozycja lustrzana. I tak dalej – jesteśmy sklejką bakterii, co nas robią, Polska jest sklejką różnych – równowartościowych – ludzi, co ją robią. Ich estetyczne porządkowanie – w myśl reguły „nie ma żadnych świętych plików” – jest na wskroś etyczne. Potęga smaku, Herbertowski aksjomat, wreszcie działa. Estetycznie, jakby nie patrzeć, jesteśmy po równo kawałami mięsa z głową, odnóżami i genitaliami.

I nie ma w tym nic świętego, jest za to mnóstwo polityki.

A teraz mieszu mieszu, zwiążmy dwie cechy ze sobą, wprowadźmy kolektywność i estetyczną równowartościowość; co nam wychodzi? Poezja – to raz; ale w tym nic dziwnego, że poeci działają poetyckimi środkami. A teraz znów mieszu mieszu, zwiążmy dwie cechy ze sobą, wprowadźmy kolektywność i estetyczną równowartościowość; co nam wychodzi? Wychodzi nam ZUS – instytucja dla każdego, prąca ku wygładzeniu nierówności i zapewniająca zabezpieczenie na przyszłość. Prawdziwie socjalny, antykapitalistyczny ZUS.

To co? Mieszu mieszu, dziewczyny, trzeba ładnie przygotować to danie.

 

######

Materiał z ZUS-owego „Nośnika”: pobierz PDF, czytaj na Issuu (patrz niżej) albo przejdź do spisu treści

Bio
Maja Staśko – krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje m.in. z „Ha!artem”, „Przerzutnią” i „Wakatem”. Zajmuje się najnowszą poezją.